Grono tym razem mniejsze niż na ostatnim spotkaniu, za to atmosfera równie wspaniała. Nie brakowało zabawnych i jednocześnie pouczających opowieści o ryzyku związanym z przyjmowaniem klientów w domu, prowadzeniu biura, ploteczek o ulubionych wydziałach okolicznych sądów, poruszających historii o tym, jak nasza praca faktycznie pomaga ludziom w ważnych momentach ich życia... i o tym jak czasem efekt naszego działania zdobi na zawsze czyjąś skórę jako tatuaż. Więzi między tłumaczami na Podbeskidziu zdecydowanie się wzmacniają i będą wzmacniać kiedy ponownie spotkamy się jesienią.